Uwięzieni w polu

Zawsze żąda się ode mnie, abym przeklął sprawców wszelkich zbrodni

Z BERTEM HELLINGEREM, PSYCHOTERAPEUTĄ, ROZMAWIA KATARZYNA BIELAS

Wokół dużego pokoju, pod ścianami siedzi kilkadziesiąt osób. Terapeuta pyta, kto pierwszy decyduje się ustawiać swoją rodzinę. Ktoś się zgłasza, przedstawia krótko problem, np. złe stosunki z nastoletnim synem, powtarzające się fale przygnębienia czy niemożność ułożenia sobie życia osobistego. Podaje ważne fakty z życia rodziny – rozwód, choroba, morderstwo, śmierć. Ustawiający wybiera spośród obecnych osoby, które będą reprezentować członków jego rodziny: rodziców, rodzeństwo, partnerów, często osoby, które już nie żyją. Ustawia ich obok siebie, naprzeciwko, daleko, blisko, tyłem, przodem, zgodnie ze swoim wewnętrznym obrazem rodziny. Wybiera też kogoś, kto będzie reprezentował jego samego, potem siada z boku.

ustawienia rodzin pl

Od tej chwili na środku pokoju zaczyna rozgrywać się rodzaj spektaklu lekko stymulowanego przez terapeutę, który obserwując to, co się dzieje, zadaje pytania o uczucia, o chęć zmiany miejsca, pozycji. Nie: co myślisz, tylko: co czujesz? Ludzie odpowiadają, trochę jak w transie przemieszczają się, obejmują, kładą na ziemi, wybuchają płaczem. Dlaczego?

ustawienia rodzin pl

Według twórcy tej metody terapeutycznej Berta Hellingera przedstawiciele członków rodziny znajdują się w tzw. wiedzącym polu i w niewyjaśniony sposób uzyskują dostęp do uczuć osób, które reprezentują, mimo że nic o nich nie wiedzą. Potrafią zaskakiwać informacjami na ich temat.

ustawienia rodzin pl

Po co to wszystko? Aby przywrócić właściwy rodzinnej konstelacji porządek, którego zaburzenie jest przyczyną problemów, dolegliwości, cierpień, chorób.

ustawienia rodzin pl

Katarzyna Bielas: Po co ustawia się tę rodzinną konstelację?

Bert Hellinger: Bo ludzie niekiedy żyją życiem innych osób, także zmarłych, zapomnianych. Nie widzą, że nieświadomie powtarzają ich los.

Takie uwikłanie może być przyczyną wielu problemów – depresji, ciągłego poczucia winy, zaburzeń psychicznych, skłonności samobójczych.

Chodzi o to, żeby w ustawieniu ujawnić uwikłanie. Na przykład w trakcie ustawienia pewnej rodziny widzę, że ktoś jest smutny, patrzy gdzieś w bok. Co się dzieje? Nie jest to rodzina patologiczna, wszyscy się kochają. Więc pytam: komu ten ktoś się przygląda? Może ktoś w tej rodzinie został zapomniany, może stało się coś szczególnego? Wtedy dowiaduję się od osoby ustawiającej, że siostra bliźniaczka jej matki umarła przy porodzie. Wprowadzam więc do ustawienia jeszcze jedną osobę, reprezentantkę tamtej zmarłej siostry, i nagle wszyscy czują się odciążeni. To wyraźnie widać w ich zachowaniu.

W tym momencie przywrócony zostaje porządek.

ustawienia rodzin pl

Jaki porządek?

Porządek, według którego wszyscy w rodzinie mają takie samo prawo do przynależności, nie można nikogo wykluczyć, bo będzie to miało zły wpływ na innych. Porządek dotyczy rodziców, rodzeństwa, dziadków, pradziadków. Obowiązują w nim pewne reguły: nie ma lepszych czy gorszych, choć każdy ma swoje miejsce w hierarchii i rangę. Ci, którzy byli pierwsi, mają pierwszeństwo przed tymi, którzy przyszli później, na przykład starsi przed młodszymi.

ustawienia rodzin pl

Jeśli któraś z reguł została w przeszłości pogwałcona, ktoś został pokrzywdzony, ten rodzinny system domaga się przywrócenia równowagi, zadośćuczynienia. To zadanie spada na nieświadome sytuacji osoby z następnych pokoleń. Na tym właśnie polega mechanizm przejmowania przez nas cudzego losu, uwikłanie.

ustawienia rodzin pl

Są w tych zaburzeniach porządku jakieś prawidłowości?

Z mojego doświadczenia wynika, że przede wszystkim powtarzają się trzy: „idę za tobą”, „zrobię coś za ciebie” albo „odpokutuję swoją lub twoją winę”.

Uwikłania w losy rodziny mogą powodować np., że dzieci, zastępując swoich rodziców lub rodzeństwo, przejmują ich choroby albo chcą je z nimi dzielić. Mogą sprawić, że dzieci wcześnie zmarłych rodziców lub rodzeństwa chcą pójść za nimi w śmierć.

ustawienia rodzin pl

Czy te prawa działają tylko w rodzinie? Silne więzi łączą nas też z innymi ludźmi.

Z ustawień, które robię od 30 lat, wynika, że porządek obejmuje też byłych partnerów, na przykład pierwszą żonę ojca albo dziadka, pierwszego męża matki lub babki, osoby, które ustąpiły miejsca następnym.

ustawienia rodzin pl

Do kręgu należą też na przykład ci, którzy byli kiedyś wykorzystywani albo na których nieszczęściu rodzina się wzbogaciła. W Ameryce w wielu rodzinach spotyka się osoby, których problem polega na tym, że zachowują się jak niewolnicy.

Czy głównym źródłem problemów rodzinnych uwikłań jest wykluczenie?

Tak. Wróćmy do przypadku, o którym mówiłem na początku: w tamtej rodzinie śmierć siostry bliźniaczki wywołała lęk. Nie mówiono o zmarłym dziecku, próbowano zapomnieć.

ustawienia rodzin pl

Jeśli się kogoś wyłączy, przeklnie, zapomni – w systemie tworzonym przez rodzinę pojawia się wyrwa, puste miejsce. Zaburzony zostaje porządek. Żeby go przywrócić, trzeba w czasie ustawienia osobę wykluczoną włączyć z powrotem do kręgu.

ustawienia rodzin pl

W rodzinach wyklucza się nie tylko zmarłych w jakichś kłopotliwych czy dramatycznych okolicznościach, lecz także przestępców, morderców, zdrajców, chorych psychicznie, homoseksualistów. Dla nich wszystkich musi się z powrotem znaleźć miejsce.

Nawet dla zbrodniarzy?

Zawsze żąda się ode mnie, abym przeklął sprawców wszelkich zbrodni, a ja wiem, że jedyną drogą, żeby sobie radzić z obecnością zła, jest przyznanie, że i oni mimo wszystko są ludźmi. Także dla nich powinniśmy znaleźć miejsce w naszym sercu. Dla naszego własnego dobra. Nie zdejmuje to z nich wcale odpowiedzialności za ich czyny. Ale jeśli wykluczamy kogoś, odmawiamy mu prawa do przynależności, sami stawiamy się w miejscu Boga, decydujemy, kto ma żyć, a kto nie. A to jest coś niesłychanego.

ustawienia rodzin pl

W jaki sposób doszedł Pan do tych odkryć?

Kluczowe było dla mnie odkrycie rzeczywistej roli sumienia w naszym życiu. Wiele jest nieporozumień wokół tego pojęcia. Mówimy, że każdy powinien iść za głosem swojego sumienia. Dla wielu głos sumienia jest wręcz głosem Boga w naszej duszy.

Pan, który spędził 25 lat w katolickim zakonie, sądzi inaczej?

Moim zdaniem działanie sumienia można porównać do zmysłu równowagi. Gdy się chwiejemy, czujemy się źle, a to jest bodźcem do działań przywracających równowagę.

Sumienie działa tak samo, ale w odniesieniu do naszych rodzinnych więzi. Gdy zachowujemy się inaczej, niż nakazuje rodzina, nasza relacja z nią zostaje zagrożona. Zaczynamy odczuwać wyrzuty sumienia. Jest to tak nieprzyjemne, że zwykle zmieniamy nasze zachowanie. Staramy się odzyskać swoje miejsce w kręgu rodzinnym.

ustawienia rodzin pl

To nie dotyczy tylko rodziny.

Tak. Podobne relacje łączą nas też we wspólnoty narodowe, kulturowe, religijne. To, co chroni integralność grupy, to rodzaj sumienia zbiorowego. Weźmy np. wojnę, nawet świętą wojnę. Jedna strona z całym okrucieństwem zwalcza drugą, ale po obydwu stronach żołnierze zachowują czyste sumienie. Więcej: to sumienie daje im siłę, żeby zabijać.

ustawienia rodzin pl

Dzieje się tak dlatego, że decydujące jest nasze pragnienie przynależności do rodziny – tej wąskiej, ogarniającej nas i naszych przodków – i tej szerokiej, narodowej czy religijnej. Sumienie, ten mechanizm chroniący nas przed wypadnięciem z rodzinnego kręgu, potrafi usprawiedliwić nawet to, że wyrządzamy zło innym.

ustawienia rodzin pl

Ale gdzie jest wtedy Bóg? – pytam.

Potrafi Pan odpowiedzieć?

Mogę powiedzieć tyle: za zło, którego jesteśmy sprawcami, odpowiada sumienie. Bo to ono wskazuje nam to, co dobre, i to, co złe. A co tu znaczy „dobre”? Dobre jest to, co służy mojej rodzinie. Złem jest to, co rodzinie szkodzi.

ustawienia rodzin pl

Nasze sumienie zatem stwarza niebo i piekło. Niebo to my. Piekło to zawsze są inni. W niebie jesteśmy razem jak w rodzinie. W piekle jesteśmy od siebie oddzieleni.

W gruncie rzeczy oskarża Pan sumienie, a właściwie sumienia, których jest więcej.

Ja nie oskarżam. Ja mówię o wnioskach, które płyną z mojej pracy. Jej sens streszcza się w pytaniu: czy potrafimy żyć tak, że piekło pozostaje puste?

Tak, możemy. W wypadku ustawień rodzinnych zawsze obserwuję ruch, który ma na celu złączenie tego, co zostało wcześniej rozdzielone. Właśnie na integracji różnych, czasami sprzecznych elementów na jakiejś wyższej płaszczyźnie polega rozwój naszej osobowości.

ustawienia rodzin pl

Doskonale ujął to Jezus w „Kazaniu na Górze”: „Bądźcie miłosierni jak mój Ojciec w Niebie. On pozwala świecić słońcu dla dobrych i dla złych. Pozwala padać deszczowi na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Przed Bogiem nie ma złych, również nie ma dobrych. Przed nim wszyscy są jednakowi”.

Freud mówił to samo, chociaż zupełnie innymi słowami: wszystko to, co odrzucamy, co spychamy do podświadomości, dewastuje naszą psychikę.

W swojej pracy zajmuje się Pan często ludźmi poważnie chorymi.

Największym wyzwaniem była dla mnie ostatnio praca z psychotykami i ze schizofrenikami. Jej rezultaty były niesamowite. Okazało się, że w rodzinie schizofrenika, czasem wiele pokoleń wcześniej, zdarzyło się morderstwo, a morderca i ofiara zostali wykluczeni. W chorym skupiał się jednocześnie los sprawcy i ofiary. Czasem choroba ciągnie się przez wiele pokoleń. Żeby przerwać ten łańcuch, trzeba wrócić do źródła tej sytuacji – w ustawieniu sprawca i ofiara muszą na siebie spojrzeć, muszą się pojednać.

ustawienia rodzin pl

Co ciekawe, podobna prawidłowość występuje w rodzinach osób, które się jąkają. Tyle że zaburzenie zostaje umieszczone w języku.

To nie jest bezwzględna reguła, są też oczywiście inne przyczyny, ale często zamęt wynikający z zapomnianego morderstwa przejawia się w zaburzeniach mowy.

Czy za pomocą ustawienia można się z jąkania wyleczyć? Schizofrenik przestaje być schizofrenikiem?

Nie sprawdzam, co dzieje się dalej, ale docierają do mnie informacje, że wielu ludziom ustawienia bardzo pomogły. Pewien młody człowiek w wyniku ustawienia od razu zaczął mówić nie jąkając się.

ustawienia rodzin pl

Sam nie prowadzę żadnych badań na temat skuteczności moich ustawień, ale są takie badania i naprawdę nie mam się czego wstydzić. Ja wciąż podejmuję się nowych wyzwań. Teraz zajmuję się autyzmem.

Tu też kluczem jest dawne morderstwo?

Nie zawsze. Jednak moje pierwsze spotkanie z chorym na autyzm przypominało śledztwo.

35-letni Szwed w czasie ustawienia dziwnie przyglądał się swoim dłoniom. Natychmiast pomyślałem o lady Makbet, że on patrzy, jakby miał krew na rękach.

Potem dowiedziałem się, że jego babka miała romans z marynarzem, który – jak twierdziła rodzina – zamordował ją. Ustawiłem tę sytuację, ale wyszło coś innego. Mężczyzna reprezentujący dziadka patrzył na ręce tak samo jak mój pacjent.

Ja nie założyłem niczego z góry, patrzyłem tylko na to, co zdarzyło się w czasie ustawienia. Wniosek był jasny: to dziadek był mordercą.

Dwukrotnie pracował Pan na zaproszenie Austriackiego Towarzystwa Psychoonkologii. Czy w ustawieniach chorych na nowotwór zauważył Pan jakieś prawidłowości?

Kiedy ustawiałem chore kobiety, widziałem często, że są niepogodzone ze swoimi matkami. Kobieta woli umrzeć, niż oddać cześć swojej matce.

Z powodu tego niepogodzenia chorowały?

Tego nie można w ten sposób odwrócić. Ja nie twierdzę, że kobieta, która jest w konflikcie z matką, musi zachorować na raka. Tu wiele innych przyczyn gra ważną rolę.

Czy po tylu latach pracy wszystko już się zgadza, czy musi Pan czasem reguły, które Pan odkrył, rewidować?

Wiele przypadków powtarza się, pojawiają się jednak nowe prawidłowości. Tak było z aborcją. To trudny temat. Nie chciałbym, szczególnie jako mężczyzna, pochopnie się tutaj wypowiadać.

ustawienia rodzin pl

Dawniej byłem zdania, że aborcja jest tylko sprawą rodziców, nie dotyka ich narodzonych dzieci i nie wywołuje skutków takich jak morderstwo. Jednak w ustawieniach widać, że w duszach rodziców aborcja jest doświadczana jako morderstwo. Przez kobiety o wiele bardziej niż przez mężczyzn.

Odpowiedzialność mężczyzny za aborcję jest mniejsza?

Odpowiedzialność jest taka sama, ale oddziaływanie nieporównywalnie głębsze dla kobiety. Kobieta oddaje coś, a potem tego szuka. Chce przyjąć tę straconą duszę z powrotem w siebie.

Można to porównać do bólu fantomowego. Komuś amputują nogę, a on dalej czuje w niej ból. Ta noga energetycznie jest wciąż obecna.

ustawienia rodzin pl

Kiedyś robiłem ustawienie człowiekowi, który oddał do przeszczepu swoją nerkę. Kiedy zbudził się z narkozy, był zmieniony, pełen agresji. Podczas ustawienia wziął swoją nerkę – to znaczy osobę, która reprezentowała jego nerkę, bo tak też się robi – z powrotem, objął ją, i wszystkie złe objawy zniknęły. Porządek powrócił.

Kobieta w wyniku aborcji też oddała coś ze swego ciała. Jeśli dziecko zostanie przyjęte z powrotem, wtedy kłopoty czy choroba mogą odejść.

Zauważyłem, że jeśli kobieta w trakcie ustawienia powie do dziecka „zabiłam cię” albo jeszcze wyraźniej „zamordowałam cię”, ma to uwalniający skutek. Matka może powiedzieć np.: „Ja biorę ciebie z powrotem, twoją duszę i ciało”.

Ustawiałem kobietę, która miała kłopoty. Wybrałem tylko jej reprezentantkę i patrzyłem, co się w tej osobie poruszy. Uporczywie patrzyła w ziemię. Z doświadczenia wiem, że jeśli ktoś patrzy w ziemię, patrzy na zmarłego. Położyłem kogoś na podłodze, z ruchu tej osoby wynikało, że to było usunięte dziecko, ale ona jeszcze gdzieś patrzyła, znowu kogoś położyłem, to było drugie usunięte dziecko. Kobieta nie chciała pójść w ich stronę, zwrócić się do nich.

Nieżyjące dzieci – osoby, które je reprezentowały – czuły się bardzo źle. Doszedłem do jakiejś granicy. Wydawało się, że nie ma ruchu.

I co Pan zrobił? Przerwał Pan ustawienie?

Ustawiłem jej matkę i zobaczyłem, że między nią a córką nie ma żadnego związku.

Dzięki temu ustawieniu odkryłem nową prawidłowość. Okazało się, że często kobiety, które usuwają dziecko, wcześniej utraciły więź z matką. Aborcja nie jest więc ich w pełni wolną decyzją.

W ustawieniu trzeba przywrócić tę więź, zbliżyć matkę z córką. Kiedy to zrobiłem, tamta kobieta nagle mogła patrzeć na dzieci.

Skąd się biorą te przywracające porządek, często brzmiące archaicznie zdania, które powtarza się za terapeutą: „Jestem tylko dzieckiem”, „Oddaję ci cześć”? Czy jest jakiś repertuar tych sformułowań?

Nie ma. One muszą wynikać z sytuacji, tylko wtedy działają. Czasem po prostu słyszę te zdania w uszach.

W trakcie ustawienia ujawnia się np., że ojciec, zanim poznał matkę, bardzo kochał inną kobietę. Często się zdarza, że w takich sytuacjach matka patrzy na córkę i widzi w niej tamtą kobietę. To jest uwikłanie.

Wtedy proszę, żeby córka powiedziała: „Ty jesteś moją matką, a ja jestem twoją córką, tylko twoją córką, i z tą inną kobietą nie mam nic wspólnego, patrzę tylko na ciebie”.

Te słowa przynoszą rozwiązanie. Matka i córka odnajdują się. Czasami wystarczy jedno zwykłe „Dziękuję”, a czasem trzeba wypowiadać okropne zdania, jak „Zamordowałam cię”.

Wiele z tych zdań to koany, działanie nie wynika dokładnie z sensu słów, ale z tego, co w zdaniu jest ukryte.

Widziałam ustawienie, w którym kobieta reprezentująca inną, chorą na raka, nagle złapała się za brzuch z bólu. Nie wiedziała, że tamta ma raka żołądka. Jak to się dzieje, że miała dostęp do uczuć tamtej kobiety? Pan twierdzi, że dzieje się tak dzięki tzw. wiedzącemu polu. Co to właściwie jest to pole? Jak ono działa?

To tajemnicza sprawa. Moim zdaniem najbliżej prawdy są obserwacje angielskiego fizyka i biologa Ruperta Sheldrake’a, twórcy teorii pól morfogenetycznych.

Sheldrake uważa, że dziedziczymy nie tylko za pośrednictwem genów, ale także za pośrednictwem specyficznych pól elektromagnetycznych.

Nasz umysł, nasz duch pozostaje w rezonansie, we współbrzmieniu ze wszystkim, co się stało w danej rodzinie, z osobami żyjącymi i zmarłymi. Jesteśmy ściśle powiązani na poziomie duchowym. Istnieje też coś w rodzaju pamięci kolektywnej.

To brzmi jak czarna magia.

Ale takie wnioski wypływają z mojej pracy. Każdy z nas jest w polu. Reprezentant danej osoby, który znajdzie się w jego zasięgu, może wejść w kontakt z osobą, którą reprezentuje, czuć to co ona, poznać jej tajemnice.

Jako terapeuta też działam wewnątrz pola, dostrzegam to, co się w nim dzieje. Nie muszę o nic pytać, znam tylko podstawowe fakty z życia danej osoby, wszystko, co ważne, wyłania się samo. Pole tęskni za rozwiązaniem. Czasem wystarczy jedno słowo i samo znajduje swój porządek.

Nie boi się Pan, że zamiast przywrócić porządek, jeszcze bardziej go Pan zaburzy?

Oczywiście trzeba wiedzieć, jak się w nim zachować. Zawsze staram się zająć ostatnie miejsce, po rodzicach, dzieciach. Pozostawiam na zewnątrz swoje wyobrażenia, prawdy, przekonania moralne.

Sheldrake poczynił bardzo ważne obserwacje, z których wynika, że pola morfogenetyczne nie mogą same się zmienić. Ciągle się w nich wszystko powtarza. Dopiero musi wejść ktoś z zewnątrz, musi wnieść coś, co on nazywa elementem duchowym, żeby wywołać zmianę. Na tym właśnie polega istota ustawień rodzinnych.

Co ciekawe, pole działa tak, że czasem to, co dzieje się w trakcie ustawienia, wpływa na osoby z rodziny, które nie były jego świadkami, nawet nie wiedziały, że coś takiego się wydarzyło.

Ustawiałem kiedyś rodzinę agresywnego chłopca. Nie mogła sobie z nim poradzić ani rodzina, ani szkoła. On sam nie brał udziału w ustawieniu, a mimo to – o czym mi powiedziano – w jego zachowaniu nastąpiła duża zmiana.

Czy można się wymknąć polu, uwikłaniom? Temu działającemu jak fatum rodzinnemu porządkowi?

Nie jesteśmy wolni. Życie nie jest wolne.

Niektórzy wyobrażają sobie, że mogą się uwolnić, ale to tak, jakby odcięli się od życia. Czy będę wolny, uwalniając się od jedzenia?

Jesteśmy uwikłani w niewiarygodnie wiele związków, kierowani przez wiele sił. Nasze myślenie, decyzje są uwarunkowane czymś, co było wcześniej.

Z drugiej strony to właśnie uwikłania stanowią o wyjątkowości każdego człowieka i jego losu. Bez nich nie moglibyśmy rosnąć, tak jak drzewo bez korzeni. To dotyczy nie tylko rodzin, także całych narodów. Nawet jeśli ktoś wy- emigruje i tak dalej dźwiga, choć inaczej, los swojej społeczności.

Nie można być nieuwikłanym. Chodzi tylko o to, żeby to, co jest wrogie życiu, tak odwrócić, żeby życiu służyło.

Wolność istnieje tylko w obrębie systemu.

Skoro tak niewiele od nas zależy, czy za coś odpowiadamy?

Oczywiście. Trzeba bezwzględnie uznać porządek prawny i mu się podporządkować. On też jest jednym z warunków przynależności do grupy. Ale porządek prawny to jedno, a świadomość, że pewne rzeczy są nieuniknione, to drugie.

Jeśli słyszę o nadużyciach seksualnych, o gwałtach, wtedy odzywa się we mnie moralność, jestem przeciwko sprawcy. Ale gdy robię ustawienie rodzinne, widzę, czym są uwarunkowane czyjeś seksualne przestępstwa. Często służą one wręcz uratowaniu systemu, w którym – pamiętajmy – nikt nie jest wolny.

Jeśli widzi się granice naszej wolności, jest się łagodniejszym w osądzaniu innych. Bo tak naprawdę wolność nie jest tym, co w życiu obserwujemy, ale naszym nieziszczalnym pragnieniem, żądaniem.

Miałem do czynienia z różnymi przestępcami, nawet z kimś, kto miał na koncie 50 nadużyć seksualnych wobec dzieci. Ale było jasne, że on się nie mógł oprzeć, on był po prostu na to wydany. Pytał mnie, co ma robić. Powiedziałem: „Zgódź się, że zostaniesz skazany, zgódź się na skutki swojego zachowania, na to, że twoja żona cię opuści i że zostaniesz sam, bo to jest słuszne”. Tak zrobił. Dzięki temu, mimo wszystko, obronił swoją godność.

Porządek prawny i porządek duszy trzeba jednak odróżniać i nie stosować jednego do naprawiania drugiego.

Ma Pan wszechstronne wykształcenie filozoficzne, teologiczne, psychologiczne i wiele lat różnej praktyki terapeutycznej. Postawił Pan jednak tylko na ustawienia rodzinne. Jest Pan przez to w sporze z innymi terapeutami. O co?

Wiele osób przychodzi do terapeuty, bo szuka dobrego ojca lub matki. Jeśli się godzimy na taki układ, pacjent czyni siebie słabym, a terapeuta wynosi się, nawet ponad jego rodziców. Staje się jakby lepszym rodzicem, patrzy na klienta jak na dziecko.

Ja w ogóle nie patrzę na klienta, nie czuję wobec niego empatii. Patrzę na jego rodziców, rodzeństwo – na cały system. Jestem więc jednocześnie w służbie wielu osób. Być może inni potrzebują mojej empatii bardziej niż sam pacjent.

Przychodzi do mnie np. kobieta i mówi, że oddała swoje dziecko do adopcji. Sama też zachowuje się jak dziecko. Normalnie terapeuta mówi: „mogę to zrozumieć, byłaś taka młoda itd.”. Cały czas jest więc przeciw dziecku, które przecież trafiło do domu dziecka! Jego empatia jest ulokowana w złym miejscu.

A ja wtedy patrzę na dziecko i to wobec niego czuję empatię. Inaczej obchodzę się też z kobietą. Mówię do niej: „Popatrz na dziecko, powiedz mu: >>Oddałam ciebie na zawsze i przyjmuję skutki tego czynu<<„. Nie czuję współczucia wobec pacjentki, ale mimo to ta kobieta rozwiązuje swój problem, a do tego rośnie, rozwija się.

Rozwój potrzebuje dwóch rzeczy – pożywienia i oporu. Wszystko, co żyje, musi pokonywać przeszkody. A większość terapii nie uwzględnia oporu. Jeśli ktoś oczekuje ode mnie, że będę jak kochająca matka, zawiedzie się. To, co robię, może być dla niego twarde, czasami bolesne. Ja stawiam opór, który sprzyja rozwojowi. To jest empatia wyższego rzędu.

Ustawienie w porównaniu z innymi terapiami trwa bardzo krótko. Jak porównać efekty lecznicze?

W ogóle nie można porównać. Moja terapia jest skuteczna, a siedem lat psychoanalizy – którą sam się zajmowałem – nie.

Inne terapie nie mają sensu?

Wiele zawdzięczam innym terapiom. Każda terapia coś daje, bo inaczej by się nie utrzymała. Bardziej niż w inne terapie wierzę w konkretnych terapeutów, którzy je prowadzą. Widzę też, że coraz częściej, pod wpływem nowych odkryć, wglądów, doświadczeń odchodzą oni od tego, co robili wcześniej.

Zarzuca mi się, że nie zajmuję się klientem po ustawieniu, puszczam go wolno. To prawda, ja nie mówię: „ty mnie potrzebujesz”, nie uzależniam, nie ubezwłasnowolniam na lata. Jeśli rzeczywiście ktoś czegoś potrzebuje, jeszcze raz przychodzi do mnie. Wtedy daję mu wskazówkę. Ale może też iść do kogoś innego. To jego decyzja.

Pokazałem, jak szybko można załatwiać problemy, nad którymi gdzie indziej pracuje się latami, biorąc za to duże pieniądze.

To tak jak w opowieści o znanym terapeucie Ericksonie. Przyszedł do niego pewien skrzypek, który grał w orkiestrze. Powiedział, że chciałby być solistą, ale kiedy gra solo, zaczyna drżeć. Przeszedł wiele lat psychoanalizy, próbował innych terapii i nic. Erickson poprosił, żeby przyniósł skrzypce i zagrał, a kiedy to się stało, powiedział: „Ty drżysz, bo źle stoisz”. To wszystko.

Kilka lat temu po Pana ustawieniu kobieta popełniła samobójstwo.

Ustawienie było nagrywane na wideo, prokuratura w Lipsku stwierdziła, że nie można mi niczego zarzucić.

Było tak: mąż cały czas troszczył się o żonę, a ona pozostawała zimna, zdystansowana. Ustawiliśmy to: wszystkie dzieci chciały iść do ojca, bały się matki. Ona stała z boku, nieporuszona. Powiedziałem: „Tu jest zimne serce”. Po jakichś dziesięciu minutach kobieta wyszła. Wszyscy myśleli, że się zabije, ale ja nie poszedłem za nią.

To była jej decyzja. Ja tylko skonfrontowałem ją z nią samą. Parę dni później ona się powiesiła i napisała list, że nie jest w stanie już dalej żyć, że dochodzi do kresu. Wtedy zostałem oskarżony przez jej matkę.

Uważam, że cokolwiek mój klient robi, robi to na własną odpowiedzialność.

Ale mimo to nie pracuję z każdym.

Prokuratura nie jest wyrocznią moralną. O tamtą kobietę inni się zaniepokoili, może trzeba było przeciwdziałać?

Takie myślenie zakłada, że śmierć jest zawsze czymś strasznym, że każdego trzeba przed nią ratować za wszelką cenę. A my nie wiemy, co jest lepsze. Czy wcześniejsza śmierć jest zawsze stratą?

Śmierć jest czasem wybawieniem, uniemożliwia coś jeszcze gorszego. Podam przykład: matka dwóch córek popełnia samobójstwo. Była prostytutką, miała na sumieniu morderstwo. Mówiło się, że jej córki też są zagrożone samobójstwem. Ustawiam – dziewczyny ciągnęły do matki, w śmierć. Powiedziałem, że nie można im w tym przeszkadzać, co się stanie, jeśli one się nie zabiją? Co z nich wyrośnie? Może morderczynie?

Życie wcale nie jest czymś najwyższym. Wyłania się z czegoś innego, co jest większe od niego. Kiedy życie się kończy, czy kończy się rzeczywiście, czy też powraca do prapoczątku, z którego się wyłoniło? W duszy jest pewien ruch, ciąg ku śmierci, głęboka potrzeba, żeby po wypełnieniu swojego życia przyszedł koniec. U niektórych pojawia się to bardzo wcześnie. Zdarza się to nawet u małych dzieci, czasem ich umieranie jest niewiarygodnie piękne, są w tym całkowicie spełnione.

Jeśli się to wszystko zrozumie, przyjmie, wtedy znika lęk o to, co zrobi klient, nawet jeśli miałby się zabić. Nie chcę wchodzić w rolę lekarza, który zawarł pakt ze śmiercią i uważa, że los pacjenta zależy od niego. Bo tak nie jest.

Był u mnie kiedyś na terapii człowiek, który miał schizofrenię, ja jednak nic z nią nie zrobiłem, zostawiłem to. Trzy miesiące później zabił się, zostawiając piękny dziesięciostronicowy list, w którym m.in. dziękował mi, że nie próbowałem mu pomóc.

Co innego zgłębianie tajemnicy życia i pokora wobec śmierci, a co innego praktyka terapeutyczna, praca z ludźmi, którzy mogą mieć zupełnie inne poglądy. Czy ustawienia nie mogą mieć złych skutków?

Tylko z zewnątrz to może tak wyglądać. W duszy terapia nie może wywołać złych skutków. Wbrew czyjejś duszy nikt z zewnątrz nie może nic zrobić.

Ale oczywiście może być tak, że ktoś się broni i wtedy przerzuca winę na terapeutę. Odmawia przyjęcia odpowiedzialności za swoje życie. W takim momencie terapeuta nie może mu pomóc.

Miałem warsztaty w Szwajcarii, pewien człowiek chciał ustawić aktualną rodzinę, a ja mu powiedziałem, żeby ustawił swoją rodzinę pochodzenia. On mówi: „Nie mam takiej”.

Jego rodzice byli Żydami z Holandii. Natychmiast po urodzeniu – było to w czasie wojny – oddali go do adopcji. Znaleziono mu nową rodzinę w Szwajcarii. Dzięki temu przeżył.

Powiedziałem: „Ustawmy to”. Przedstawicieli rodziców postawił bardzo daleko, ze wzrokiem na zewnątrz. Dla siebie wybrał takiego przedstawiciela, który też był Żydem, ale o tym nie wiedział. I ten reprezentant zaczął natychmiast płakać, głęboko poruszony. Zamieniłem to potem, wstawiłem go do ustawienia i doprowadziłem go do jego rodziców. Ci się odwrócili do niego i pokazała się niewiarygodnie głęboka miłość między wszystkimi.

Po roku dowiedziałem się, że on był na mnie zły, nie chciał nic wiedzieć, nawet rozmawiać o tym ustawieniu. Czy ja mu zaszkodziłem? Jego dusza czuje inną miłość, niż sądził, i ja muszę to respektować.

Pracuje Pan nawet z osobami chorymi psychicznie, nie sprawdzając, co się później z nimi dzieje. Komu Pan odmawia?

Długo się tego uczyłem, ale teraz natychmiast poznaję, czy ktoś przychodzi do mnie na poważnie. Niektórzy chcą tylko zagrać ze mną albo mnie oszukać, obnażyć. Byli już u 20 terapeutów, a teraz niech ten spróbuje. Chcą udowodnić, że nie mogę pomóc. Nie szanują mnie.

Nie pracuję też np. z kimś, kto lamentuje, bo to znaczy, że już oddał odpowiedzialność za siebie komuś innemu. Chciałby, żeby inni za niego wszystko zrobili. Nie pracuję też z kimś, kto np. oczekuje, że oskarżę jego rodziców.

Czasem sama odmowa leczy.

Skoro wszystko wydaje się robić samo, a terapeuta działa w służbie pola, nauczenie się i wykonywanie tej pracy może wydawać się szybkie i łatwe.

Ustawienia rodzinne są rzeczywiście bardzo proste, bo rzeczy dzieją się same. Ale to jest tylko początek. Jeżeli ktoś nic nie rozumie albo myśli, że ma władzę, narzuca własne wyobrażenia, wtedy następuje pomieszanie. Ustawienie rozpada się, a on stoi i nic nie może zdziałać.

Jednak nawet przez to, że rodzina została w ogóle ustawiona, już się coś w niej zmienia. To też jest zdumiewający fenomen.

Ja nie kontroluję, kto i jak pracuje. Mam zaufanie do pola, ono działa niezależnie od moich zamiarów. Ale i tak ustawienia może robić tylko ktoś, kto odnosi sukcesy. Jeśli tak nie będzie, po prostu nikt do niego nie przyjdzie. Środowisko samo oczyszcza się z takich ludzi.

W Polsce robi się moda na ustawienia. Słyszałam o osobach, które wręcz bawią się nimi. Czy z polem można sobie tak igrać?

Nie można. W ustawieniach rodzinnych chodzi zawsze o życie i śmierć. Ktoś, kto z tym igra, sam naraża się na niebezpieczeństwo.

To tak jak z szamanizmem. Szamani dobrze wiedzą, że jeśli zaczną działać dla zysku, dla własnej korzyści, mogą przypłacić to życiem.

Jest taka przypowieść. Pewien lekarz zawarł pakt ze śmiercią. Zawsze kiedy był wzywany do chorego, mógł zobaczyć, czy on przeżyje. Jeśli śmierć stała u wezgłowia, to wiedział, że wyzdrowieje, jeśli w nogach – umrze. Pewnego razu został wezwany do młodej dziewczyny. Zobaczył śmierć w nogach łóżka, więc je szybko odwrócił. Dziewczyna wyzdrowiała, ale śmierć zabrała jego.

[-]

Z niemieckiego tłumaczył symultanicznie Zenon Mazurczak

Kim jest Bert Hellinger

Znany psycholog niemiecki, stosuje wypracowaną przez siebie metodę ustawień rodzinnych, która zakłada istnienie w rodzinie nadrzędnego porządku; jego zaburzenie powoduje nawet choroby. Urodził w 1925 roku w Leimen koło Heidelbergu. Jego młodość przypadła na czas nazizmu, a to, że nie uległ jego fali, zawdzięcza – jak mówi – oparciu w bardzo religijnej rodzinie. Wcielony do Wehrmachtu i wysłany na front zachodni, dostał się do niewoli w Belgii. Po ucieczce z obozu pierwsze kroki skierował do katolickiego zakonu misjonarzy z Mariannhill w Wuerzburgu, w którym spędził ćwierć wieku. Przez 16 lat przebywał na misji w RPA, gdzie pracował jako dyrektor szkoły i proboszcz Zulusów.

Jest wszechstronnie wykształcony – filozofia, teologia, pedagogika, a przede wszystkim psychologia i różne rodzaje terapii, m.in. terapia pierwotna, terapia Gestalt, analiza transakcyjna, hipnoterapia. Przez lata pracował jako psychoanalityk. W Stanach Zjednoczonych zetknął się z systemową terapią rodzinną, z której pod wpływem odkryć na temat ludzkiego sumienia wywiódł do dziś stosowaną metodę ustawień rodzinnych. Warsztaty prowadzi w wielu krajach. Wydał 30 książek (u nas o jego metodzie wyszło dziewięć) i liczne rejestracje ustawień na wideo. Jego metoda, coraz popularniejsza w Polsce, ma wśród terapeutów wyznawców. Bert Hellinger przebywa w listopadzie i grudniu br. w Polsce, prowadzi warsztaty w Warszawie, Gdańsku, we Wrocławiu, w Krakowie, Katowicach i Lublinie.

źródło „Gazeta Wyborcza”, „Duży Format”.