Psychoterapia – leczenie czy sztuka?

Anna Winnicka

Psychoterapia jest raczej sztuką niż leczeniem. Twórczy aspekt tego procesu sprawia, że nie mamy do czynienia z zaplanowanym działaniem, lecz z rodzajem spontanicznej relacji dwóch osób, która jest wyzwaniem dla każdej z nich. Terapeuta podąża za wewnętrznymi stanami swojego rozmówcy, natomiast pacjent ma okazję spojrzeć na różne odcienie własnych przeżyć, wejść w obszary mało lub wcale nieodwiedzane w swojej emocjonalnej przestrzeni. Może poznać zależności i związki przyczynowo-skutkowe, a więc przyjąć osobistą prawdę.

W „Notatkach z podziemia” Dostojewski pokazuje, do jakich wyrzeczeń jesteśmy zdolni byle tylko nie skonfrontować się z prawdą o nas samych. Ludzie tak naprawdę – twierdzi – wcale nie chcą poznać siebie. Wręcz przeciwnie, zrobią wszystko byleby tylko móc spokojnie pogrążać się w licznych mistyfikacjach i mitach na swój temat. Ta niewiedza jest wygodniejsza, pozwala na bieżąco usprawiedliwiać siebie.

Psychoterapia, zatem stoi wobec konieczności stawienia czoła mistyfikacjom, mitom, ukrytym założeniom. Nietrudno domyśleć się, że jest to złożony proces prowadzący przez zranienia i lęki. To przede wszystkim stare traumy z okresu wczesnego dzieciństwa, które przydarzyły się zanim mogliśmy je zrozumieć i przepracować. Spowodowały powstanie pewnego wzorca reagowania, który uruchamia się w podobnych sytuacjach i wciąż na nowo sprawia nam ból. Mamy wrażenie, że musimy w nieskończoność przeżywać te same bolesne lub traumatyczne doświadczenia (W. Jaeger 2010).

W takim przypadku psychoterapia przynosi ulgę w bólu, porządkuje wnętrze, prowadzi do uzyskania większej jasności, do wglądu i dzięki temu może ułatwić zmianę wzorca. Również duchowa praktyka uważności może wyleczyć niezagojone zranienia z wczesnego dzieciństwa. Uważność jest punktem wyjścia w leczeniu zranień. Ważne jest żeby dopuścić i poczuć ból. Nie odcinać się od niego ani nie dać mu sobą zawładnąć. Chodzi o świadome przezywanie uczuć z nim związanych. Gdy ćwiczymy się w tym żeby uważnie obserwować ból wtedy nie jesteśmy wydani na jego pastwę i możemy stopniowo uwolnić się od niego.

Ucząc się dostrzegać i akceptować swoje zranienia osiągamy także wewnętrzne pojednanie z ludźmi, którzy nas zranili. Jeśli stawimy czoła faktowi, że rodzice lub inne znaczące osoby skrzywdziły nas, możemy zaprzestać stawiania im zarzutów, opuścić więzienie identyfikacji ze swoja przeszłością i spojrzeć w przyszłość. Pojednanie nie jest oczywiście łatwe. Oznacza, że potrafię powiedzieć „tak” bólowi, poniżeniu, niesprawiedliwości, wszystkiemu, co zostało mi wyrządzone. Potrafię zaakceptować to wszystko, jako część swojego życia (W. Jaeger 2010).

Jeśli pacjent wejdzie w ów mroczny świat, doświadczy bólu zakopanej przeszłości, znów przeżyje konflikty, z którymi nie potrafił sobie poradzić. Piekło istnieje jedynie w ciemnościach nocy. W świetle dnia, w którym jest świadomość, nie widać już prawdziwych potworów. Uczucia, które wydawały się niebezpieczne lub nie do zaakceptowania okazują się normalną reakcja na nienormalną sytuację. Powoli pacjent odzyskuje swoje ciało a wraz z nim swoje „ja”.

Zagłębianie się w siebie początkowo może być bolesne i przerażające, lecz może również okazać się wypełniającym i radosnym stanem, kiedy mamy odwagę przejść przez piekło, aby dojść do wolności.

Głębokie uczucia, które zakopaliśmy należą do dziecka w nas, które było niewinne , wolne i znało radość, póki jego duch nie został złamany, przekazanym mu poczuciem winy i wstydu za naturalne odruchy. To dziecko nadal mieszka w naszym wnętrzu, lecz straciliśmy z nim kontakt, co oznacza, że straciliśmy kontakt z najgłębszą częścią nas samych.

Aby siebie odnaleźć, aby odnaleźć utracone dziecko, trzeba wejść do naszych najciemniejszych miejsc, w mroki nieświadomości. Trzeba stawić czoło lękom i zagrożeniom związanym z tym zejściem i do tego potrzebujemy terapeuty – przewodnika, który ukończył już swoja wyprawę w procesie samoodkrywania.

Willigis Jaeger, O miłości. Wydawnictwo Czarna Owca .Warszawa 2010.