Katarzyna Włoch Hyla

Erna Furman pisze: „Z badań psychoanalitycznych wynika, że człowiek, któremu nie udaje się w dzieciństwie poradzić sobie ze smutkiem i zakończyć procesu opłakiwania zmarłej osoby, musi albo ujawnić swoje uczucia, aby nagle nie sparaliżowały go, albo też będzie przez całe swoje życie prześladowany przez smutek, dla którego nie będzie znajdywał żadnego rozsądnego uzasadnienia”

Trudno wyobrazić sobie, co czuje dusza dziecka po śmierci ukochanej osoby. Najchętniej dorośli oszczędziliby swoim dzieciom przeżyć związanych ze śmiercią i umieraniem. Są one jednak nieodłącznym elementem życia, spójną częścią wszechświata. Konsekwencje ochrony dzieci przed uczuciami związanymi ze stratą, a co za tym idzie nieprzeżytą żałobą przynoszą katastrofalne skutki. Dziecięcy żal i smutek są bardzo trudne do przyjęcia, szczególnie, gdy opiekunowie sami tkwią w bólu. Rodzice często z niewiedzy, bezradności, własnych traumatycznych doświadczeń, osobistej niezgody na śmierć i całym spektrum trudnych emocji próbują chronić dzieci przed tematem umierania.                                                                                    Separują się od pełnego emocjonalnego doświadczenia uczuć związanych ze stratą za pomocą klasycznych zagłuszaczy takich jak alkohol czy leki, oszukując w ten sposób swój ból, gniew, rozpacz – twierdząc tym samym, że jeśli dziecko nie będzie widziało ich płaczu, to nie będzie cierpieć. Jednak dzieci w swojej mądrości wcale nie potrzebują widzieć, ponieważ czują. Powyższy sposób reagowania zwykle wynika z miłości i potrzeby chronienia. Jednak dopiero zgoda na przeżycie uczuć związanych ze śmiercią rodzi siłę, dzięki której pełniej można korzystać z życia. Le Shan pisze: „ Dziecko poradzi sobie z każdym bólem, dopóki będziemy mówili prawdę i dopóki będzie mogło się dzielić z bliskimi uczuciami, które towarzyszą wszystkim cierpiącym ludziom”.    

                                                                                                                                                                                           Dzieci przeżywają żałobę inaczej niż dorośli. Jest to uwarunkowane wieloma czynnikami zarówno psychologicznymi jak i społeczno-środowiskowymi. Przeżywanie faktu śmierci przez dzieci jest różne w poszczególnych okresach ich rozwoju. Nie są to jednak sztywne, ramowe kategorie. Każde dziecko wraz ze swoją wrażliwością doświadczania uczuć to wyjątkowa indywidualność, której nie sposób zamknąć w kanonach definicji naukowych. Mimo to warto zapoznać się z wiedzą psychologiczną dotyczącą etapów przeżywania żałoby. Są one płynne, nakładają się na siebie i łączą. Być może taka wiedza poruszy w dorosłych dawno zapomniane obszary żalu i pustki, które nie znają granic czasu.                                                    Dzieci przeżywają wszystkie uczucia, których doświadczają dorośli. Spotkałam się jednak z opiniami, że to nie jest możliwe, ponieważ 4 czy 5 latek niczego jeszcze nie rozumie, nie może, więc czuć tego, co dorosły. A jednak dzieciom, nawet tym najmłodszym, nie są obce żal, smutek, złość. Tęsknią. Doświadczają osamotnienia i bezradności. Różnica polega na sposobie przeżywania. Ten proces można porównać do wyobraźni. Każdy z nas ją ma i każdy korzysta z niej inaczej, w taki czy inny sposób, czasami nawet nie uświadamiając sobie tego. 

                                                                                                                                                                                                   Dorośli, którzy nie dopuścili w dzieciństwie procesu emocjonalnego związanego ze stratą (bardzo szeroko pojętą, dotyczącą także rozwodu rodziców) latami zastanawiają się nad smutkiem, który towarzyszy im nieustannie. Jak cień. Być może przyczyną takiego stanu jest cierpiące w zapomnieniu od wielu lat dziecko, które kiedyś pozostało samo, opuszczone i płaczące, pogrążone w niekończącym się smutku. Dorośli, którzy gotowi wrócić do czasu swojego dzieciństwa, mają szansę zaopiekować się sobą sprzed lat, świadomie przeżywając uczucia, których nie mogli doświadczyć będąc dziećmi, z bardzo różnych powodów.

W pierwszych miesiącach życia dzieci głośno płaczą, gdy brakuje im opieki, bliskości fizycznej czy po prostu zaspokojenia potrzeby danej chwili. 3-4 miesięczne maluchy potrafią w spektakularny sposób okazywać swoje niezadowolenie spowodowane brakiem rodzica. Czasami można spotkać się z mitem: „Na szczęście jest taka maleńka, nie wie, że jej matka zmarła. To oszczędzi jej bólu” Jednak dzieci, nawet te najmniejsze, wyczuwają zmianę, reagują na ton głosu, dotyk, zapach, inny rytm dnia, choć nie umieją tego jeszcze wyrazić słowami. Po ukończeniu 4 roku życia dziecko ma pewne wyobrażenie śmierci, wie, że coś się stało. Stosuje logikę „posunięć skoczka szachowego”. Wie, że ktoś zmarł, wierzy jednak, że ta osoba może powracać do życia nocą. „Ty przecież nie wierzysz, że zmarły może cos widzieć? – Brzmiało pewne pytanie. Nie, oni nie mogą widzieć, biedacy. Bo w trumnie jest za ciemno. Dopiero potem, w nocy, kiedy z niej wychodzą, mogą coś widzieć. Ale nie tak dobrze”. Bezsenność, koszmary, nocne moczenie, płaczliwość, krnąbrność, bóle – najczęściej brzucha, lęki, mogą mieć związek z niedawną śmiercią kogoś bliskiego. W wieku pięciu lat dzieci reagują na stratę podobnie jak dorośli. Wiedzą, że śmierć jest nieodwracalna i ostateczna. Zaczynają interesować się rzeczowym podejściem do tematu i zadają mnóstwo trudnych i krępujących pytań. Odpowiedź „Dziadziuś zasnął” wywołuje niepokój i lęk, gdyż dziecko zaczyna kojarzyć sen z czymś bardzo strasznym.

Dorośli tabuizują słowa takie jak śmierć, zmarł, umarł, zmarły nie tylko w rozmowach z dziećmi, ale także pomiędzy sobą. Anna Dodziuk pisze: „ Część osób zachowuje się tak, jakby miała wypowiedzieć słowo objęte klątwą, czy jakimś innym metafizycznym zakazem – jakby to było prawdziwe tabu, za którego złamanie grożą nadprzyrodzone kary”.Sześcio-siedmio latki obawiają się o życie swoich rodziców. Jest to wiek, w którym dzieci żywo interesują się śmiercią, jej medyczną stroną, ciałem i tym, co się z nim dzieje w chwili pochówku. Choć to bardzo trudne, odwaga w mówieniu prawdy jest niezwykle istotna. Informacja przekazana w poczuciu bezpieczeństwa jest najlepszym rozwiązaniem. Brak szczerości w odpowiedziach, powoduje, że sześciolatek zaczyna łatać czarną dziurę niewiedzy bogatą dziecięcą wyobraźnią, a ta czasami bywa straszniejsza niż bolesna rzeczywistość. Ośmiolatek jest świadomy tego, że wszyscy ludzie są śmiertelni, także i on sam. Zaczyna wtedy poszukiwać przyczyn takiego stanu rzeczy. Myśli prelogicznie, co nie jest wcale ucieczką, lecz jedyną możliwą reakcją na tym etapie rozwoju. Po ukończeniu 10 lat dziecko interesuje się samą śmiercią, natomiast jej okoliczności odsuwa na dalszy plan. Dzieci w tym wieku często urządzają pogrzeb ukochanego zwierzęcia. Rytuał pożegnania i wsparcie w takiej sytuacji daje poczucie bezpieczeństwa oraz możliwość wyrażenia uczuć.                                                                                                                                Manu Kriese pisze:, „Pomimo, że zewnętrznie 15 czy 17-latek wygląda na dorosłego i tak też niejednokrotnie się czuje, w sercu nadal jest dzieckiem. Na śmierć reaguje jak dorosły, często bardzo spokojnie, jednak jego potrzeby są odmienne, czasami bardzo prozaiczne”. Gdyby zerknąć pod zewnętrzną maskę przybranej dorosłości i odpowiedzialności ujrzy się nie 17-letniego Adama lecz zlęknionego małego Adasia. To dziecko, które potrzebuje bezpieczeństwa i stabilizacji. Gdy nastolatek traci jednego rodzica, traci tym samym 50% swoich najintymniejszych relacji, gdy traci rodzeństwo – 100%, bowiem cała uwaga rodziców skupia się na zmarłym czy umierającym dziecku. Gdy brak słów, przytulenie i związana z nim intymność stają się bezcenne.

Kiedyś podkreślano, że należy zerwać więź ze zmarłym i żyć dalej. To bardzo bolesne twierdzenie. Przeżycie straty jest zachowaniem w pewnym stopniu owej więzi i uświadomienie sobie tego, że nie ma obowiązku, aby czuć ból dłużej niż jest to konieczne. „Dokąd idziesz?”, „Wychodzę”, „Co będziesz robił?”, „Nic”. Typowy dialog rodzica i nastolatka. Gdyby zapytać np. szesnastolatka, co czuje, najpewniej wzruszy ramionami, zrobi wielkie oczy, odwróci się na pięcie i wyjdzie. Rodzice mówią: „ On niczego nie czuje, nic do niego nie dociera” W rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. W nastolatku szaleje burza, jest targany emocjami i musi się z nimi uporać. Potrzeba dzielenia się uczuciami jest ogromna, podobnie jak potrzeba ulgi w bólu i rozpaczy. Nastolatek to nie dorosły a jednak często przejmuje rolę zmarłego rodzica czy jego obowiązki. To ogromne obciążenie w aspekcie psychologicznym. Aby wrócić do „normalności” potrzebuje jasnych granic dających poczucie bezpieczeństwa.

„ Ja jestem mało ważna, poradzę sobie. Proszę pomóc mojemu dziecku”. Takie twierdzenia komplikują sytuację, w której znalazła się cała rodzina. Rodzic jest wsparciem, zewnętrznym kręgosłupem. Gdy ten kręgosłup się przekrzywia lub łamie dziecko nie może czuć się bezpieczne. Elizabeth Kubler-Ross pisze o 5 fazach smutku, który przeżywają ludzie, bez względu na wiek, płeć, wykształcenie, społeczność. Jak wspominałam, fazy te są bardzo płynne i zazębiają się: zaprzeczenie, gniew i złość, pertraktacje, akceptacja.Często następuje zatrzymanie się, zastygniecie w którejś z faz. Pomoc terapeuty nie polega w takiej sytuacji na pocieszaniu, lecz na patrzeniu w przeszłość pełną bardzo bolesnych uczuć, które zostały „zamurowane”.                      Jednak bez tego kroku nie ma możliwości patrzenia w przyszłość. Na życie.

Rozmowy o uczuciach związanych ze stratą prowadzone w zgodzie z sobą otwierają drzwi, dzięki którym można lepiej zrozumieć życie i pełniej go doświadczać. Akceptacja i odwaga w mówieniu o śmierci nie obciąża, przeciwnie, pozwala zmierzyć się z lękiem i cieniem, który jest tuż obok. Zwykle odtrąca się go zamiast wnikliwej obserwacji i przyjęcia tego, co jest.

Pewien trzydziestoletni mężczyzna opowiadał mi o swoich wspomnieniach i przeżyciach dotyczących śmierci swojej małej przyjaciółki sprzed ponad 20 lat. Wkroczył w bardzo intymny i niezwykle subtelny obszar swojego wnętrza. Mówił o radości, smutku, tęsknocie i uldze, że wreszcie wyraził to, co tak długo „dusił” w sobie. Gotowość do przeżywaniu trudnych emocji dotyka najintymniejszych obszarów naszego ja, subtelnej, eterycznej energii duszy.